Czy jesteś dla siebie ważna na tyle, aby postawić siebie na pierwszym miejscu?

Dziś chciałam Wam o czymś ważnym napisać.

O wstrząsie alergicznym, jaki ostatnio przeżyłam na sobie.

O priorytetach w życiu.

O tym co to znaczy być Talentem (w oczach innych, a nie tylko w oczach swoich) i jak to pomaga w życiu.

A oto moja historia.

Obiecałam, że czasami będę się z Wami dzielić historiami z mojego życia, szczególnie wtedy, kiedy mogą one coś ważnego przekazać. I oto jeden z tych momentów.

Wczoraj na 15:00 miałam zaplanowany lot do Zagrzebia, do Chorwacji, gdzie w dwa kolejne dni – dziś i jutro – miałam prowadzić szkolenie dla menedżerów jednej z firm na temat przywództwa. Takiego prawdziwego – gdzie menedżer bliżej poznaje siebie, aby zrozumieć, co to znaczy być autentycznym przywódcą, pracować na własnych wartościach, motywacjach, i o tym, jak ta szczerość i autentyczność ma wpływ na pracowników, na ich życie.

Ale życie płata figle…

O 11:00 pojechałam z moimi córeczkami na urodziny jednej z koleżanek. Do odlotu miałam jeszcze kilka godzin. Urodziny odbywały się na świeżym powietrzu. Przybiegła do mnie Julia, moja starsza córka, oddając swoją kurtkę, bo było jej gorąco. Biorąc tę kurtkę nie zauważyłam, że pod nią jest osa. I ta użądliła mnie. Wzięłam szybko cebulę, która podobno pomaga na użądlenia. I myślałam, że to po prostu ból, który przejdzie. Kontynuowałam więc dalej moje dyskusje z rodzicami dzieci z przedszkola. Po niecałych 5 minutach poczułam bardzo mocne uderzenie ciepła i pierwsze zawroty głowy. Bardzo dziwne uczucie, które zaczęło narastać. Wokół użądlenia zrobiła się biała plama. Ja czułam jak gorąco coraz mocniej mnie ogarnia, serce bije coraz mocniej, a ciśnienie rośnie i naciska na głowę.

Jednak przecież jestem silna, nie będę panikować z powodu osy. Myślę jednak o tym, co tu zrobić, aby uspokoić tę reakcję, bo przecież wsiadam w samolot o 15:00. Przecież będzie szkolenie, na które zjeżdża się 16 wysoko postawionych menedżerów i nie mogę się nie pojawić! Wiem – pojadę do szpitala (bo to niedziela i żadna przychodnia nie jest otwarta). Tam podadzą mi jakieś środki przeciwalergiczne i szybko wszystko przejdzie….

Jednak ludzie z boku, patrząc na mnie, mówią: „Ela, nie jedź sama. Ktoś z nas cię zaraz zawiezie”. Zgadzam się. Ma to sens. Ale czuję, że ucisk na głowę jest coraz gorszy, dochodzą pierwsze dreszcze. To może zawołam karetkę, bo przecież jak przyjadę do szpitala to będę czekać kilka godzin w poczekalni… A ja muszę zdążyć na samolot za 3 godziny! Już mam dzwonić po karetkę, ale włączają się wyrzuty sumienia, potwierdzone przez niektórych innych rodziców tam obecnych: „przecież mój przypadek nie jest na tyle ważny, ludzie są w gorszych sytuacjach, gdzie faktycznie jest zagrożenie życia”. Tak, ma to zdecydowanie sens. Pojadę do szpitala, a nie będę zabierać komuś karetkę.

Na szczęście znajduje się obok jeden rozsądny człowiek, który mówi, żeby zadzwonić jednak po karetkę. Policjant, który widział wiele przypadków, gdzie do pijanego człowieka, śpiącego na ławce, wzywane jest pogotowie (a okazuje się, że człowieka po prostu trzeba zawieźć na izbę wytrzeźwień), a ja tutaj z takim pierwszymi mocnymi objawami silnej alergii na ukąszenie zastanawiam się, czy dla siebie zawołać karetkę. Z „pewną taką nieśmiałością” faktycznie zamawiamy karetkę, która dość szybko przyjeżdża.

Karetka przyjeżdża dość szybko, ale moje objawy także się pogarszają. W karetce dostaję już silnych drgawek, okrywają mnie folią ogrzewającą. Dostaję pierwsze dawki leku przeciwalergicznego. Lekarz widząc całe już moje ciało w silnej alergii decyduje od razu, że wieziemy mnie do szpitala.

I tak to karetką jadę z urodzin do szpitala. Okazało się, że dostałam wstrząsu alergicznego (nazywanego anafilaktycznym). W szpitalu dostałam jeszcze dodatkowe dawki leku. Po kilku godzinach pobytu w szpitalu, kiedy już najsilniejsze objawy ustąpiły, wypisali mnie do domu. Pytam lekarza: co następnym razem robić? A lekarz: „wzywać od razu pogotowie, bo najważniejsze jest podanie jak najszybciej leków przeciwalergicznych”.

Mój samolot odleciał kilka godzin temu. Jadę już do domu. I wiecie o czym myślę? Nie, nie o sobie. Ja myślę, czy jest jeszcze samolot dziś wieczorem, aby jednak dolecieć na szkolenie. Jak nie ma wieczorem, to może rano jakoś dolecę?

Jest samolot. Mogę być na 12:00 na miejscu i zacząć szkolenie później. Kontaktuję się z klientem w Stanach (tam jest centrala) i rozmawiam o tym, czy jest może szansa, abym zaczęła szkolenie od 12:00 – popracujemy najwyżej tego dnia dłużej. Tak bardzo nie chcę zawieźć tych ludzi, którzy szykowali się na szkolenie. Przecież wszyscy ponieśli też koszty. Każdy przesunął sobie wiele rzeczy, aby być na szkoleniu.

O 22:00 przestają już trochę działać pierwsze leki i znów czuję się słabo.

I wtedy mnie to tak mocno wszystko uderzyło. Czy naprawdę ten klient, tych 16 menedżerów, to super szkolenie, te poniesione koszty są ,ważniejsze niż ja sama, moje zdrowie? Wtedy właśnie zadałam sobie to pytanie: czy jesteś dla siebie na tyle ważna, aby postawić siebie na pierwszym miejscu?.

To było doświadczenie, które mocno pokazało mi czasem absurd moich działań. Tego, że moja odpowiedzialność za rzeczy, których się podejmuję, bierze górę nade mną.

W takim momentach właśnie toczy się walka pomiędzy wartościami, jakie wyznajesz w życiu. Nie jest trudne wiedzieć, co dla Ciebie jest ważne w życiu. Dużo trudniejsze jest wygrać walkę, jaką toczą ze sobą te wartości i wybrać rozwiązanie, które naprawdę jest dla Ciebie najważniejsze.

Ja po lekach czułam się na tyle lepiej, że wydawało mi się, że dam radę (nie wspomnę, że o 5:00 dnia następnego dostałam tak mocnej reakcji alergicznej na ciele, że musiałam wziąć dodatkową dawkę leku). W moim przypadku ta walka była trochę prostsza: teoretycznie, kiedy rozważamy „zdrowie czy praca”, to w sytuacji zagrożenia zawsze wybierzemy zdrowie. Natomiast ta walka toczy się bardzo często pomiędzy wieloma innymi wartościami, jakie masz w sobie. I wiesz co? Zawsze wiesz, kiedy idziesz w złą stronę w tej walce. Czujesz to. Czujesz, że chyba nie wybierasz dobrej drogi. Pytanie tylko, czy jesteś dla siebie na tyle ważna, aby postawić siebie i swoje najważniejsze wartości na pierwszym miejscu.

A jak to się wiąże z tematem bycia Talentem? Mówię tutaj nie o tym, czy wiesz, na czym polegają twoje talenty, ale czy Ty masz pozycję Talentu, na tyle silną, aby konsekwencje wybrania siebie, postawienia siebie na pierwszym miejscu nie były zbyt duże.

W moim przypadku wybranie siebie oznaczało, że 16 kluczowych menedżerów tej organizacji zawraca z powrotem do domu z drogi na szkolenie, że koszty sali i organizacji szkolenia ktoś musi ponieść, że za mój lot do Zagrzebia trzeba zapłacić itp.

Pytanie podstawowe: jak zbudować taką swoją pozycję zawodową, aby wybranie siebie nie ponosiło też tak silnych konsekwencji?

W moim przypadku dzięki temu, że jestem tak dobra w tym co robię jako trener i coach, dzięki super referencjom jakie miałam dotychczas w pracy z tym klientem, usłyszałam od razu: “Ela, twoje zdrowie jest dla nas najważniejsze. Nie martw się niczym. Koszty my poniesiemy. Termin przesuniemy, bo nie chcemy żadnego innego trenera dla tej grupy”. I z taką opinią – opinią Talentu – jest mi dużo łatwiej żyć według moich warunków. Żyć według tego, co dla mnie dobre.

Częściej tylko muszę sobie przypominać, że jestem dla siebie najważniejsza.

Zastanów się, czy Ty właśnie jesteś dla siebie na tyle ważna, że stawiasz siebie na pierwszym miejscu.

Zastanów się też, czy Twoje stawianie siebie na swoim miejscu uzyska też dodatkowo wsparcie z otoczenia. Czy jesteś w pracy Talentem? Bo Talent może więcej. Talent może żyć według swoich warunków.

Podziel się tą historią proszę z innymi, bo ja sama wiem, że tak wielu z nas żyje na warunkach innych.

I pamiętaj – żyj na 100%. Na mniej nie warto!

Ela Krokosz