Jak już wiesz, wewnętrzny sabotażysta, często w bardzo racjonalny sposób, podpowiada Ci w co masz wierzyć, a w co nie. Dlaczego “sabotażysta”? Bo zazwyczaj sabotuje nasze działania czyli przeszkadza nam w robieniu tego, co powinniśmy robić. A dlaczego “wewnętrzny”? Bo siedzi w nas samych. Nie wygonisz go ze swojej głowy, bo jest częścią Ciebie. Ale możesz go wytresować tak, aby Ci służył i pomagał, a nie dyktował warunki.

W dzisiejszym artykule opowiem Ci o tym, jak wewnętrzny sabotażysta powoduje, że stajesz się czasem leniwy i odkładasz wiele rzeczy “na kiedyś”. Z jednej strony, nie ma nic złego w leniuchowaniu, ale mówię o takich sytuacjach, gdy z tym lenistwem wcale nie jest Ci dobrze i przez nie odkładasz rzeczy, o których wiesz, że już dawno powinieneś zrobić. 

Skupię się na takich sytuacjach, w których masz poczucie, że Twoje życie wyglądałoby lepiej, gdybyś bardziej się przyłożył. Że udałoby Ci się dzięki temu zrealizować więcej marzeń i być w innym miejscu niż teraz. I że wszystko to mogłoby się wydarzyć, gdyby nie fakt, że Twój wewnętrzny sabotażysta ciągle podpowiada Ci, że warto odpocząć, odłożyć coś na później i na razie nie podejmować działania. 

Ale Ci się po prostu nie chce

Dobrze znam to uczucie. Pamiętam, gdy kiedyś powstał w mojej głowie pomysł na pewien biznes. Mój wewnętrzny sabotażysta wysyłał mi sygnały w postaci myśli takich, jak: A może to nie jest do końca to, co chcesz robić? Poświęć jeszcze trochę czasu, żeby się przygotować, zanim z tym ruszysz… To jeszcze nie jest dobry moment, żeby zacząć! Minął jeden miesiąc, drugi, trzeci… Dlatego zdecydowałam się na coaching, który pomógł mi spojrzeć na to inaczej.

Podczas sesji opowiadałam o pomyśle, jaki mam i wątpliwościach dotyczących tego, czy to na pewno jest to, co chcę robić… i w pewnym momencie moja coachka przerwała mi i  powiedziała wprost: Elu, muszę być z Tobą bardzo szczera, bo wiesz, że od tego zależy efektywność naszego procesu. Widzę, że Ty już masz odpowiedź. Doskonale już wiesz, czy chcesz to zrobić, czy nie. Tobie nie chce się po prostu wykonać pracy, która jest potrzebna, żeby to osiągnąć. 

Gdy to usłyszałam, całkiem mnie zatkało. Ja jestem leniwa? Ja nie chcę wykonać pracy, która jest mi potrzebna do osiągnięcia celu? Tyle rzeczy w życiu osiągnęłam i już nie raz zdarzało się tak, że zakasałam rękawy, a ona mi mówi, że mi się nie chce? Musiałam to przetrawić i zastanowić się, czy w ogóle do niej wrócę. Ale wiesz co?

Ona miała absolutną rację – taka terapia wstrząsowa czasami jest najlepszym wyjściem, bo dzięki temu zrozumiałam to, czego nie chciałam dostrzec od dłuższego czasu. To, co mnie zaskoczyło najbardziej to fakt, że mój wewnętrzny sabotażysta był na tyle cwany, że sprawił, że moje lenistwo przybrało formę wątpliwości. 

Gdyby powiedział mi dosadnie: Posłuchaj, chyba Ci się za bardzo nie chce pewnych rzeczy zrobić. – to na pewno bym go wtedy zbojkotowała i udowodniła, że nie ma racji. Natomiast wewnętrzny sabotażysta bardzo rzadko mówi wprost. Dlatego umiejętność odkrywania jego prawdziwego przesłania to ważna umiejętność.

Brak działania i ciągłe odkładanie rzeczy, które chcemy osiągnąć, jest jednym z głównych powodów, które sprawiają, że nie znajdujemy się w naszym życiu w miejscu, w którym chcielibyśmy być. 

Dlatego dzisiaj pokażę Ci dwie praktyczne metody, które pomogą Ci poradzić sobie z wewnętrznym sabotażystą właśnie w temacie lenistwa. Pod koniec artykułu znajdziesz ćwiczenie do pobrania, które pomoże Ci we wdrożeniu ich w życie.

Metoda 1: Zwiększ czujność

Zauważ, jak wewnętrzny sabotażysta Tobą manipuluje, aby namówić Cię do lenistwa. Chodzi przede wszystkim o to, żeby zwracać większą uwagę na to, jak on działa. Dlatego zacznij, przede wszystkim, od skoncentrowania się na chwilach, gdy do Ciebie mówi. Zarejestruj je z pełną uważnością. Dopiero wtedy, gdy je dostrzegasz, jesteś w stanie reagować na to, co mówi.

W przypadku leniuchowania zdarzają się sytuacje, gdy Twój wewnętrzny sabotażysta mówi coś bardzo prostym i oczywistym językiem, np. Odpocznij, zrobisz to jutro. Zadzwonisz do tego trudnego klienta kiedy indziej, to może poczekać. Masz na to czas. 

Problem jednak polega na tym, że często podszywa się pod kompletnie inne stwierdzenia, które wydają się być całkowicie nie związane z lenistwem. Dzieje się tak, kiedy na przykład przekonuje Cię do leniuchowania, korzystając z Twoich wartości i tego, co jest ważne dla Ciebie w Twoim życiu. 

Dla mnie jedną z takich wartości jest niezależność, rozumiana jako robienie rzeczy, na które ma się ochotę i wpływ na to, jak spędza się swój czas. Dlatego mój wewnętrzny sabotażysta, gdy widzi, że może skorzystać z tej wartości, robi to, mówiąc: Słuchaj, nikt Ci nie będzie mówił co masz robić. To Twoje życie. Jest zbyt krótkie, żeby zmuszać się do robienia czegoś, na co nie masz ochoty. Wybierz wolność w robieniu tego, czego chcesz. 

Mówiąc szczerze, bardzo trudno go nie posłuchać. Dzisiaj już mi się udaje go wytresować, ale kiedyś poniosłam wiele porażek na tym polu. Jedną z nich są studia podyplomowe z Public Relations, które robiłam z 20 lat temu. Przez cały rok brałam udział w zajęciach i przykładałam się do zadań domowych. Jednak na sam koniec, gdy stanęłam przed napisaniem pracy końcowej, poległam. Mój wewnętrzny sabotażysta powiedział wtedy: Niedawno skończyłaś studia. Odpuść sobie. Po co Ci znowu ciężka robota. Przecież ten dyplom do niczego się nie przyda.  

Oczywiście, gdybym była przekonana, że rzeczywiście ten dyplom do niczego mi się nie przyda to nie ma w tym nic złego, że mu uległam. Jednak dzisiaj, z perspektywy czasu, bardzo żałuję. Skoro zainwestowałam swój czas i pieniądze to powinnam zamknąć ten etap. To dla mnie przykład sytuacji, w której mój wewnętrzny sabotażysta odciągnął mnie od czegoś, co powinno być zrobione. 

Nie wiem, czy słyszałeś o fantastycznej książce Roberta Cialdiniego “Wywieranie wpływu na ludzi”. Pokazywał w niej różne taktyki manipulacyjne – dzięki temu, że je poznasz, jesteś w stanie się przed nimi obronić. 

I tak samo jest z naszym wewnętrznym sabotażystą. Jeśli zwiększysz swoją czujność i zaczniesz zauważać argumenty, którymi się posługuje (a szczególnie tymi, którym najmocniej przytakujesz), to jesteś w stanie go wytresować tak, aby pewnego dnia powiedzieć mu: Widzę, co próbujesz ze mną zrobić. Ale wiesz co? Jeśli się Ciebie posłucham to nie osiągnę tego, na czym mi zależy. 

Zachęcam Cię do tego, żebyś przez następne dwa dni poobserwował sytuacje, w których wiesz, że powinieneś coś zrobić, ale nie robisz tego. Zrób sobie dziennik analizowania tego, jakim argumentem Twój wewnętrzny sabotażysta Cię przekupił. Możesz skorzystać z tego, który przygotowałam pod tym artykułem.

Znajdź zewnętrzny punkt odniesienia

Przejdźmy do metody numer dwa. Jeżeli chcesz dokonać coś, na czym Ci zależy, a Twój wewnętrzny sabotażysta robi wszystko, żeby Ci w tym przeszkodzić, znajdź swój zewnętrzny punkt odniesienia. Zanim wytłumaczę Ci, jak to zrobić, opowiem Ci o pewnym ćwiczeniu szkoleniowym. 

Polega ono na tym, że w dwóch oddzielnych podgrupach, w osobnych pomieszczeniach, ludzie mają za zadanie przejść wspólnie przez sznurek najszybciej, jak potrafią.  Obie grupy mają to samo zadanie, ale jest jedna rzecz, która je różni. Pierwsza grupa otrzymuje sznurek i słyszy ode mnie: Waszym zadaniem jest przejść przez niego jak najszybciej. 

Drugiej grupie mówię dokładnie to samo, ale dookreślam czas, dając im na to np. 5 sekund. Obydwie grupy zanim przystąpią do wykonania zadania, mają około 10 minut na przygotowanie się i obranie strategii. Z drugą grupą zostaję, obserwując, jak podejdą do ćwiczenia. 

Gdy kończy się czas, spotykamy się wspólnie, dwoma grupami w jednym pomieszczeniu. Wtedy mówię: Proszę, teraz pierwsza grupa udowadnia mi, jaki jest najszybszy czas na wykonanie tego zadania. Potem, gdy po niej to ćwiczenie wykonuje grupa druga, w 90% przypadkach okazuje się, że dzięki temu, że miała bardzo wysoko postawioną poprzeczkę, jej czas wykonania zadania jest o wiele szybszy.

Podczas omawiania tego ćwiczenia zawsze zastanawiamy się, jak dwie grupy o tym samym potencjale, osiągają tak różne wyniki. Wtedy pytam obydwie grupy o to, ile czasu na przygotowanie do zadania rzeczywiście spożytkowali na wybranie jak najlepszej strategii. Okazuje się, że osoby z grupy pierwszej po 3-4 próbach wybrały sposób wykonania zadania i… osiadły na laurach. Natomiast druga grupa, która miała tak wysoko postawioną poprzeczkę, wykorzystała czas na przygotowanie do maximum. Nie poddała się po kilku próbach i do ostatniej sekundy próbowała wymyślić coraz lepsze sposoby na poradzenie sobie z zadaniem.

Po co się tak wysilać…

Jak to się ma to metody “Znajdź swój zewnętrzny punkt odniesienia”? To, co jest kluczowe w ćwiczeniu, o którym Ci opowiedziałam, to poczucie satysfakcji kontra poczucie porażki. Bardzo często grupa pierwsza mówi: Gdybyśmy wiedzieli, że oni są w stanie tak szybko to zrobić to byśmy się nie poddali tak łatwo… 

Co się zadziało, gdy nie mieli zewnętrznego punktu odniesienia? Ich wewnętrzny sabotażysta w pewnym momencie powiedział im: Daj spokój, już więcej nie próbuj. Jest naprawdę dobrze, nie ma po co się wysilać bardziej. Jeżeli nie masz zewnętrznego punktu odniesienia  – będzie Ci bardzo ciężko mu nie uwierzyć. 

Jak to rozpoznać, czy to już jest lenistwo, czy nie? W tym pomoże Ci właśnie metoda zewnętrznego punktu odniesienia. Przykładowo, jeżeli marzysz o tym, żeby wyglądać szczupło i masz pewien obraz figury, do którego chcesz dążyć, znajdź kogoś, kto tę figurę ma. 

Potem odkryj, jakie są standardy tej osoby – co robi, żeby dojść do miejsca w życiu, w którym aktualnie jest? Zobacz, co je i jak często ćwiczy. Dlatego, że następnym razem, gdy po tygodniu, w którym udało Ci się tylko raz wyjść i pobiegać, a Twój wewnętrzny sabotażysta powiedział Zobacz, jak dobrze Ci poszło! będziesz wiedzieć, że to ma się nijak do tego, co chcesz osiągnąć.

Podzielę się z Tobą moim przykładem. Moim punktem odniesienia, jeśli chodzi o biznes online jest Amy Porterfield. W ostatnich latach pomagałam w osiąganiu celów osobom, które pracują w organizacjach. I to właśnie te organizacje płaciły mi za to, żebym pomagała tym ludziom. To fantastyczna praca, ale w pewnym momencie swojego życia poczułam, że chciałabym dotrzeć do innej grupy osób i dbać o ich własne cele, a nie tylko o cele korporacji. 

W związku z tym, zdecydowałam się, że wejdę w rynek online, bo dzięki temu mogę dotrzeć do dużo szerszej społeczności, żeby pomagać ludziom żyć uważnie i prawdziwie. Pamiętam jak dziś, jak kilka miesięcy temu, mój wewnętrzny sabotażysta klepał mnie po plecach, mówiąc: Nagrałaś ostatnio dobry film i napisałaś trzy artykuły. Gratuluję! Tylko, że ciągle nie byłam w stanie dotrzeć do dużo szerszej społeczności.

Jakiś czas temu odsłuchałam jednego z podcastów Amy Porterfield, w którym powiedziała, że aby dotrzeć do dużej ilości osób, musisz być bardzo regularny w tym, co robisz. Postawiła wyzwanie, w którym przez trzy kolejne miesiące powinno się co tydzień tworzyć bardzo merytoryczną treść: film, podcast, artykuł. Coś, dzięki czemu ludzie mogą osiągnąć te rezultaty, na których Ci zależy. 

Mój wewnętrzny sabotażysta od razu stał na straży i sprawił, że pomyślałam: Zwariowała! Jeden podcast tygodniowo? To nierealne! Ona pewnie mówi do osób, które mają mało doświadczenia i nie mają aż takiej merytoryki. Dlatego każe im tworzyć tak często materiały.

Jednak Amy Porterfield nie tylko uczy, ale też stosuje to, o czym mówi. Dzięki temu zauważyłam, że to naprawdę przynosi efekty. Amy mając na świecie miliony odbiorców, nadal co tydzień wypuszcza nowy podcast. I wtedy pomyślałam sobie: Jeżeli sama Amy Porterfield, która ma tyle odbiorców, musi wykonywać tyle działań, to co dopiero ja, która ma się nijak do Amy Porterfield, patrząc na ilość odbiorców, do których ona dociera! 

Dlatego, gdy mój wewnętrzny sabotażysta mówi mi: Korzystaj z życia, zamiast siedzieć w studiu i nagrywać te podcasty! Już tyle udało Ci się osiągnąć. Odetchnij trochę! – odpowiadam mu: Wiesz co, moim zewnętrznym punktem odniesienia jest Amy Porterfield. Skoro ona może i mówi, że to jest potrzebne, żeby takie efekty osiągać to muszę nagrywać co najmniej cztery podcasty w miesiącu.

Mam nadzieję, że tę metodę zastosujesz do swojego życia. Pomyśl o jakiejś rzeczy, na której Ci bardzo zależy. O czymś, co chciałbyś osiągnąć w trakcie następnego miesiąca w obszarze, w którym masz poczucie, że można byłoby zrobić coś więcej. 

Kiedy już wybierzesz sobie cel, znajdź kogoś, kto mógłby być dla Ciebie przykładem, że można go osiągnąć. Zrób wszystko, aby poznać co ta osoba robi lub robiła, aby dojść tam, gdzie doszła. A potem, gdy usłyszysz swojego wewnętrznego sabotażystę mówiącego Ci, że już wystarczy, powiedz mu: Nie mydl mi oczu, wiem swoje.

Mam nadzieję, że dzięki tym dwóm metodom, o których Ci dzisiaj opowiedziałam, uda Ci się wytresować wewnętrznego sabotażystę. Tak, jak wspominałam na początku artykułu, nie będziesz w stanie go całkiem wyrzucić ze swojej głowy. Jest częścią Ciebie i nieraz pełni bardzo ważną rolę w Twoim życiu. Jednak to, co jest najważniejsze, to doprowadzenie do sytuacji, aby wspierał Cię w osiąganiu rzeczy, na których Ci zależy zamiast stawać Ci na drodze.